fjgvbfdiughdskghdksugvbdshvgfjkdshfsdfhdsiufgbdsiugjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaggvjgkvuyafjaafdhgdsaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Translate
wtorek, 28 kwietnia 2015
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział 8
No nie błagam, tylko nie to. Czemu on?! No czemu?
-Hej dziewczyny! Jak tam u was? - Leon siadł koło mnie.
-A dobrze! A u ciebie? - spytała Kasia z radością.
-Też dobrze. Widzę, ze byłyście na zakupach - popatrzył na worek leżący obok mnie.
-Tak byłyśmy - odpowiedziałam - Gdzie zgubiłeś Violette?
-Viola musiała iść, a co?
-Nic, tak pytam. Widziałam jak przyjechałeś z nią.
-Ja też was widziałem. Nie musiałaś się kryć za "menu" - zaczął chichotać.
Cholera! Widział to! I co teraz? Chyba zaczęłam robić się czerwona.
-Eee...nie...ja się nie chowałam.
-Niee w cale, a kto... - Kasia nie dokończyła, bo uderzyłam ją w rękę.
-My już musimy iść Kasia - zwróciłam się do niej i zaczęłam ubierać.
-Już? Tak szybko, dopiero usiadłem z wami.
-Cóż, niestety, może kiedy indziej. Chodź Kasia.
-Papa Leon! - pomachała mu i wyszłyśmy.
Uff...całe szczęście. Już myślałam, że będę musiała z nim dalej siedzieć. Lubię go naprawdę, ale nadal nie wiem o co chodziło z tym "oczkiem". Podejrzane...chyba byłam trochę nie miła dla niego. Okey, następnym razem się poprawie.
-Czemu musiałyśmy iść? - spytała smutna Kasia.
-Jest już późno, musimy być zaraz w domu. Nie martw się jutro wyjdziemy.
-Ale nie wiadomo czy spotkamy Leona. A jak go tak lubię! A ty?
- Też go lubię. Chodź szybciej, bo mam znowu będzie zła.
No mam nadzieje, że jutro na basenie nie spotkamy Leona. Tego by jeszcze brakowało. Nagle przed nami zatrzymał się motor.
-A może by tak was podwieźć? - powiedział Leon zdejmując kask.
-Taaak! Julka zgódź się! Zgódź!
-Ale na jednym motorze zmieszczą się dwie osoby, a nas jest trzech - powiedziałam.
-Najpierw zawiozę Kasię i zostawię ją przy motocrossie, a potem wrócę po Ciebie.
-Ooo nie, nie, ja nie wsiądę na tą maszynę! Nigdy! Wolę się przejść. Kasia możesz jechać, ale pod warunkiem, że Leon nie spuści cię z oka do póki tam nie dojdę.
-Dziękuuuję! Kocham cię! - powiedziała Kasia i pobiegła ubrać kask. Pomachała mi i pojechali. Ja szłam sobie powoli w stronę motocrossu. Czemu Leon tak zainteresował się nami? Nie ma innych znajomych? Przecież my jesteśmy dla niego obce, jesteśmy tu dopiero 2 dni, a on jest ciągle z nami. To naprawdę jest dziwne. Ma dziewczynę, a spędza czas z nami. Trzeba będzie go jakoś podpytać o to. Magle coś zatrzymało się kilka metrów przede mną. Podniosłam głowę. Leon. Zsiadł z motoru, zdjął kask, poprawił włosy i czekał aż dojdę do niego. Naprawdę niesamowicie wyglądał w tym kombinezonie. I ta jego poza jak mnie czekał. Ręce miał skrzyżowane i opierał się o motor.
No mam nadzieje, że jutro na basenie nie spotkamy Leona. Tego by jeszcze brakowało. Nagle przed nami zatrzymał się motor.
-A może by tak was podwieźć? - powiedział Leon zdejmując kask.
-Taaak! Julka zgódź się! Zgódź!
-Ale na jednym motorze zmieszczą się dwie osoby, a nas jest trzech - powiedziałam.
-Najpierw zawiozę Kasię i zostawię ją przy motocrossie, a potem wrócę po Ciebie.
-Ooo nie, nie, ja nie wsiądę na tą maszynę! Nigdy! Wolę się przejść. Kasia możesz jechać, ale pod warunkiem, że Leon nie spuści cię z oka do póki tam nie dojdę.
-Dziękuuuję! Kocham cię! - powiedziała Kasia i pobiegła ubrać kask. Pomachała mi i pojechali. Ja szłam sobie powoli w stronę motocrossu. Czemu Leon tak zainteresował się nami? Nie ma innych znajomych? Przecież my jesteśmy dla niego obce, jesteśmy tu dopiero 2 dni, a on jest ciągle z nami. To naprawdę jest dziwne. Ma dziewczynę, a spędza czas z nami. Trzeba będzie go jakoś podpytać o to. Magle coś zatrzymało się kilka metrów przede mną. Podniosłam głowę. Leon. Zsiadł z motoru, zdjął kask, poprawił włosy i czekał aż dojdę do niego. Naprawdę niesamowicie wyglądał w tym kombinezonie. I ta jego poza jak mnie czekał. Ręce miał skrzyżowane i opierał się o motor.
Na jego twarzy malowało się rozbawienie.
-Gdzie jest Kasia? Miałeś jej nie spuszczać z oczu - spytałam gdy doszłam do motoru. Nie bałam się o Kasie, bo wiedziałam, ze drugi raz czegoś takiego nie zrobi, chciałam po prostu o coś spytać.
-Spokojnie, jest w dobrych rękach. A teraz wsiadaj na motor, bo zanim dojdziesz na motocross, noc nas zastanie - podał mi kask.
-Nie! Ja nie wsiądę na tą maszynę! Nienawidzę motorów.
-Spokojnie, nic ci się nie stanie. Naprawdę. Załóż kask. Kiedyś musi być ta pierwsza jazda motorem. No, zakładaj - uśmiechnął się do mnie tym swoim słodkim uśmiechem. Bałam się jechać motorem. I to strasznie się bałam, ale dobra. Wsiądę ten jeden raz na motor.
-Okey, pójdę, ale tylko dlatego, że jest późno, a muszę być zaraz w domu.
-Hahaha jasne, trzymaj kask. Wiesz jak założyć?
Kiwnęłam przecząco głową.
-To ja ci pomogę.
To co działo się później, było cudowne.
---------
Wiem, że bardzo krótki, ale nie miałam czasu :c Mam nadzieje, ze zrozumiecie :)
-Gdzie jest Kasia? Miałeś jej nie spuszczać z oczu - spytałam gdy doszłam do motoru. Nie bałam się o Kasie, bo wiedziałam, ze drugi raz czegoś takiego nie zrobi, chciałam po prostu o coś spytać.
-Spokojnie, jest w dobrych rękach. A teraz wsiadaj na motor, bo zanim dojdziesz na motocross, noc nas zastanie - podał mi kask.
-Nie! Ja nie wsiądę na tą maszynę! Nienawidzę motorów.
-Spokojnie, nic ci się nie stanie. Naprawdę. Załóż kask. Kiedyś musi być ta pierwsza jazda motorem. No, zakładaj - uśmiechnął się do mnie tym swoim słodkim uśmiechem. Bałam się jechać motorem. I to strasznie się bałam, ale dobra. Wsiądę ten jeden raz na motor.
-Okey, pójdę, ale tylko dlatego, że jest późno, a muszę być zaraz w domu.
-Hahaha jasne, trzymaj kask. Wiesz jak założyć?
Kiwnęłam przecząco głową.
-To ja ci pomogę.
To co działo się później, było cudowne.
---------
Wiem, że bardzo krótki, ale nie miałam czasu :c Mam nadzieje, ze zrozumiecie :)
piątek, 13 lutego 2015
Rozdział 7
-Mamo! Mamo! Nie uwierzysz co się stało! - Kasia wpadła do domu jak burza i zaczęła wszystko opowiadać. Ja weszłam do kuchni, wzięłam szklankę soku i włączyłam telewizor. Nic ciekawego nie było więc poszłam po laptopa. Ktoś o tej porze powinien być na fb. Nie myliłam się, była moja najlepsza przyjaciółka Lena. Postanowiłam napisać.
Ja: Hej.
Lena : Cześć! Jak tam w Buenos Aires? Opowiadaj!
Ja: A dobrze, ciepło tutaj, fajny klimat.
Lena: Byłaś już w jakiś sklepach?
Ja: Nie, Kasia ciągle mnie zaciąga na motocross. Nie miałam kiedy pójść, ale chyba dzisiaj się przejdę.
Lena: Motocross? Przecież ty nie cierpisz motorów!
Ja : Wiem, ale ktoś musiał z nią pójść. Strasznie jej się tu podoba.
Lena: A tobie? Poznałaś jakiegoś fajnego gościa?
Ja: Tak poznałam jednego.
Lena: Ooo! I co? Gadaj no!
Ja: No nic. Ma kasztanowe włosy, grzywkę do góry, śliczne brązowe oczy, w stroju motocyklisty wygląda nieziemsko, głos niczego sobie i...
Lena: Wow! Musi być cudny! Zagadałaś?
Ja: I ma dziewczynę.
Lena: Ołuuu...to nici.
-Julka! Chodź na obiad! - zawołała mama.
Ja: Sorki, muszę kończyć, mama woła. Napisze potem, pa!
Lena: Pa! Powodzenia.
Zamknęłam laptopa i poszłam do kuchni.
-Mamo mogę iść pozwiedzać okolice? Zerknąć do sklepów i zobaczyć gdzie co jest - spytałam gdy skończyłam jeść.
-Tak, jasne tylko weź Kasię.
Wszędzie muszę z nią chodzić. Ale cóż, trzeba.
-Okey, chodź Kasia.
Wyszłyśmy z domu.
-A pójdziemy na motocross?
-Nie, już dzisiaj byłyśmy. Teraz chodź w drugą stronę.
Skręciliśmy w uliczkę i po kilku minutach byłyśmy na głównej ulicy. Pełno było tutaj sklepów i kin. Weszłam do pierwszego sklepu. Były same ciuchy. Poszperałam trochę, po przymierzałam i postanowiłam, że kupię sobie bluzkę. Była to biała bluzka na ramiączkach z czarnym napisem.
-Ślicznie ci w niej! - skomentowała Kasia. Bluzka nie była droga, więc się na nią skusiłam. Kolejny sklep to same buty. I to buty na wysokiej podeszwie, takie które kocham. Raaj!! I zadziwię was...nie były takie drogie jak myślałam! Ceny przystępne, a buty cudne! Musiałam po przymierzać.Znalazłam taką boską parę, ale miała za mało pieniędzy teraz. Muszę wyciągnąć tutaj mamę. Reszta sklepów to było to samo. Weszłyśmy jeszcze do sklepu z zabawkami, bo Kasia chciała coś zobaczyć.
-Pić mi się chce - powiedziała Kasia po 2 godzinach chodzenia
- i nogi mnie bolą.
Usiądźmy gdzieś.
-Oki. Patrz, tam jest kawiarenka, idziemy? Zamówimy zimny sok i może lody. Co ty na to?
- Tak! Chodźmy!
Przeszłyśmy prze pasy i doszłyśmy do kawiarenki. Zamówiłyśmy sok i lody i czekałyśmy.
-Może pójdziemy na basen jutro? - zaproponowałam.
-Jasne! Nie mogę się doczekać! Ale gdzieś gdzie są zjeżdżalnie. Takie baseny są najlepsze!
-Aqua park? Hahaha, dobrze, sprawdzę czy są tu jakieś.
Nagle usłyszałam nadjeżdżający motor. Odwróciłam się.
-O nie...- powiedziałam cicho.
To był Leon...z Violettą! Ughh! Czemu tutaj? Nie mogli wybrać innej kawiarni? Co to jedna w mieście? Super i co teraz? Zsiedli z motoru i zdjęli kaski. Nie mogą mnie zauważyć! Co mam zrobić? O matko! Ida tu! Wzięłam "menu" i zasłoniłam się nim.
-Eee...Julka co ty robisz? - spytała Kasia.
-Cii!! Eee..czytam co tu jest jeszcze ciekawego...
-Przecież nie masz już kasy. Oo! Patrz! Leon idzie. Leo..
-Cii! Nie wołaj go! - złapałam Kasię za rękę, bo chciała do niego pomachać.
-Ale czemu??
Co mam jej powiedzieć?
-Proszę oto zamówienie - podszedł kelner i podał nam nasze soki i lody.
Dziękujemy - odpowiedziałam. Nadal zasłaniałam się "menu". Leon z Violettą usiedli po drugiej stronie, kilka stolików przed nami. Gdyby Leon chciał to zobaczyłby mnie od razu. Wystarczyłoby gdyby odwrócił głowę lekko w prawo. Nagle ktoś zaczął wyrywać mi "menu" z ręki. To kelner chciał je wziąć. Ja trzymałam je nadal, a on szarpał coraz mocniej. Ja w dół, on w górę.
-Czy mogłaby pani pościć to "menu" ? - spytał trochę poirytowany.
-Eeem...tak. - odpowiedziałam i pościłam.
-Dziękuje.
Kelner odszedł.
-Co ci jest Julka? - spytała Kasia,
-Nie nic...eem...ja tylko...yy...
-Chowasz się przed Leonem?
-Ja?! Pff...no coś ty.
Szybko zaczęłam pić sok. Skąd ona wie? Tak łatwo to zauważyć?
-Od kiedy tu przyjechali dziwnie się zachowujesz..naprawdę.
-Nie, skądże. Zdaje ci się.
Zaczęłam jeść lody w pośpiechu. Naprawdę aż tak widać? Starałam się kryć. Jak widać na marne.
-Julia! Kasia! - ktoś nas zawołał. Oderwałam się od lodów i zaczęłam rozglądać. Tylko nie to....
-------------
Teraz rozdziały będą się pojawiać co kilka dni, ponieważ wracam do szkoły i będzie trudniej. Mam nadzieje, że i tak będziecie czytać :)
Komentujcie!
Ja: Hej.
Lena : Cześć! Jak tam w Buenos Aires? Opowiadaj!
Ja: A dobrze, ciepło tutaj, fajny klimat.
Lena: Byłaś już w jakiś sklepach?
Ja: Nie, Kasia ciągle mnie zaciąga na motocross. Nie miałam kiedy pójść, ale chyba dzisiaj się przejdę.
Lena: Motocross? Przecież ty nie cierpisz motorów!
Ja : Wiem, ale ktoś musiał z nią pójść. Strasznie jej się tu podoba.
Lena: A tobie? Poznałaś jakiegoś fajnego gościa?
Ja: Tak poznałam jednego.
Lena: Ooo! I co? Gadaj no!
Ja: No nic. Ma kasztanowe włosy, grzywkę do góry, śliczne brązowe oczy, w stroju motocyklisty wygląda nieziemsko, głos niczego sobie i...
Lena: Wow! Musi być cudny! Zagadałaś?
Ja: I ma dziewczynę.
Lena: Ołuuu...to nici.
-Julka! Chodź na obiad! - zawołała mama.
Ja: Sorki, muszę kończyć, mama woła. Napisze potem, pa!
Lena: Pa! Powodzenia.
Zamknęłam laptopa i poszłam do kuchni.
-Mamo mogę iść pozwiedzać okolice? Zerknąć do sklepów i zobaczyć gdzie co jest - spytałam gdy skończyłam jeść.
-Tak, jasne tylko weź Kasię.
Wszędzie muszę z nią chodzić. Ale cóż, trzeba.
-Okey, chodź Kasia.
Wyszłyśmy z domu.
-A pójdziemy na motocross?
-Nie, już dzisiaj byłyśmy. Teraz chodź w drugą stronę.
Skręciliśmy w uliczkę i po kilku minutach byłyśmy na głównej ulicy. Pełno było tutaj sklepów i kin. Weszłam do pierwszego sklepu. Były same ciuchy. Poszperałam trochę, po przymierzałam i postanowiłam, że kupię sobie bluzkę. Była to biała bluzka na ramiączkach z czarnym napisem.
-Ślicznie ci w niej! - skomentowała Kasia. Bluzka nie była droga, więc się na nią skusiłam. Kolejny sklep to same buty. I to buty na wysokiej podeszwie, takie które kocham. Raaj!! I zadziwię was...nie były takie drogie jak myślałam! Ceny przystępne, a buty cudne! Musiałam po przymierzać.Znalazłam taką boską parę, ale miała za mało pieniędzy teraz. Muszę wyciągnąć tutaj mamę. Reszta sklepów to było to samo. Weszłyśmy jeszcze do sklepu z zabawkami, bo Kasia chciała coś zobaczyć.
-Pić mi się chce - powiedziała Kasia po 2 godzinach chodzenia
- i nogi mnie bolą.
Usiądźmy gdzieś.
-Oki. Patrz, tam jest kawiarenka, idziemy? Zamówimy zimny sok i może lody. Co ty na to?
- Tak! Chodźmy!
Przeszłyśmy prze pasy i doszłyśmy do kawiarenki. Zamówiłyśmy sok i lody i czekałyśmy.
-Może pójdziemy na basen jutro? - zaproponowałam.
-Jasne! Nie mogę się doczekać! Ale gdzieś gdzie są zjeżdżalnie. Takie baseny są najlepsze!
-Aqua park? Hahaha, dobrze, sprawdzę czy są tu jakieś.
Nagle usłyszałam nadjeżdżający motor. Odwróciłam się.
-O nie...- powiedziałam cicho.
To był Leon...z Violettą! Ughh! Czemu tutaj? Nie mogli wybrać innej kawiarni? Co to jedna w mieście? Super i co teraz? Zsiedli z motoru i zdjęli kaski. Nie mogą mnie zauważyć! Co mam zrobić? O matko! Ida tu! Wzięłam "menu" i zasłoniłam się nim.
-Eee...Julka co ty robisz? - spytała Kasia.
-Cii!! Eee..czytam co tu jest jeszcze ciekawego...
-Przecież nie masz już kasy. Oo! Patrz! Leon idzie. Leo..
-Cii! Nie wołaj go! - złapałam Kasię za rękę, bo chciała do niego pomachać.
-Ale czemu??
Co mam jej powiedzieć?
-Proszę oto zamówienie - podszedł kelner i podał nam nasze soki i lody.
Dziękujemy - odpowiedziałam. Nadal zasłaniałam się "menu". Leon z Violettą usiedli po drugiej stronie, kilka stolików przed nami. Gdyby Leon chciał to zobaczyłby mnie od razu. Wystarczyłoby gdyby odwrócił głowę lekko w prawo. Nagle ktoś zaczął wyrywać mi "menu" z ręki. To kelner chciał je wziąć. Ja trzymałam je nadal, a on szarpał coraz mocniej. Ja w dół, on w górę.
-Czy mogłaby pani pościć to "menu" ? - spytał trochę poirytowany.
-Eeem...tak. - odpowiedziałam i pościłam.
-Dziękuje.
Kelner odszedł.
-Co ci jest Julka? - spytała Kasia,
-Nie nic...eem...ja tylko...yy...
-Chowasz się przed Leonem?
-Ja?! Pff...no coś ty.
Szybko zaczęłam pić sok. Skąd ona wie? Tak łatwo to zauważyć?
-Od kiedy tu przyjechali dziwnie się zachowujesz..naprawdę.
-Nie, skądże. Zdaje ci się.
Zaczęłam jeść lody w pośpiechu. Naprawdę aż tak widać? Starałam się kryć. Jak widać na marne.
-Julia! Kasia! - ktoś nas zawołał. Oderwałam się od lodów i zaczęłam rozglądać. Tylko nie to....
-------------
Teraz rozdziały będą się pojawiać co kilka dni, ponieważ wracam do szkoły i będzie trudniej. Mam nadzieje, że i tak będziecie czytać :)
Komentujcie!
środa, 11 lutego 2015
Rozdział 6
Na ulicy był Leon! Ten sam Leon z motocrossu. Ale nie był sam. Szedł i obejmował jakąś dziewczynę. Była ubrana w jasna spódnicę i niebieską bluzkę. Miała krótkie blond włosy. Widać, że farbowane. Szli i śmiali się. Tak jak myślałam, ma dziewczynę. Odeszłam od okna. No cóż, jak widać miałam rację. Nic nie jest takim, jakim się wydaje. Spojrzałam na zegarek. Było po 19. Nie wiedziałam, że tak długo siedziałam na parapecie. Wzięłam pidżamę i poszłam się myć. Zajęło mi to 30 min. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku. Włączyłam Facebooka i Twittera. Na fb nic się nie działo. Nikogo z Polski nie było, zapewne spali. Jest kilka godzin różnicy między nami. A Twitter oczywiście tętnił życiem. Podałam kilka tweetów, odpisałam na parę i wyłączyłam komputer.Było po 21. Postanowiłam, że pójdę spać, więc odłożyłam laptopa. Próbowałam zasnąć lecz na marne. Nie spałam chyba do północy. Ciągle przypominałam sobie dzisiejszy dzień. Musze zapomnieć i zasnąć. Muszę.
Następny dzień
Obudziłam się o 10 i poczułam cudowny zapach naleśników. Mama zawsze robi najlepsze. Szybko się ogarnęłam, ubrałam i zeszłam na dół.
-Dzień dobry! - krzyknęłam.
- Julka! Julka! Jedz szybko i idziemy na tor!
Znowu? Nie chciało mi się tam iść. Najchętniej zostałabym w domu. Kasia chciała się zobaczyć z Leonem. Ja nie. Ale nie odmówię jej, wiem jak bardzo lubi motory. Zjadłam szybko, wzięłam torebkę i poszłyśmy.
-Ni bądźcie za długo! I uważajcie! - krzyknęła mama.
Taa..chciałabym nie być za długo, naprawdę.
-Aaaajajaaa! Nie mogę się doczekać aż tam dojdziemy! Co tak się wleczesz Julka? Szybciej! - pociągnęła mnie za rękę Kasia. Widać, że nie chciała stracić ani chwili. Do toru doszłyśmy dość szybko (dzięki Kasi). Ona od razu pobiegła do barierek i zaczęła wypatrywać Leona. Ja szłam najwolniej jak potrafiłam.
-Wow! Jak super skaczą! - Kasia byłą strasznie podekscytowana. Nie zdziwiłabym się gdyby kiedyś tak robiła. Nagle zza rogu wyjechał motor. Ten sam co potrącił Kasię.Leon. To jego motor. Ale nie jechał sam. Siedział ktoś z tyłu. Motor zatrzymał się przy nas. Pierwsza zsiadła osoba z tyłu. To ta dziewczyna! Ta sama, którą widziałam wczoraj na ulicy. A tą drugą osobą był oczywiście Leon. Jak zwykle nieziemsko wyglądał.
-Cześć mała! Wiedziałem, że tu wrócisz - zwrócił się do Kasi.
-Jakbym mogła nie wrócić! Tu jest super! A kto to? - wskazała na dziewczynę stojącą obok Leona.
-To jest Violetta, moja dziewczyna.
Miałam rację. Nic dziwnego, jest śliczna. Pasują do siebie.
- Cześć, jestem Violetta - podała rękę Kasi i mi.
- Siemka! Ja jestem Kasia, a to moja siostra Julka.
Uśmiechnęłam się. Ona też. Czy mogę zapaść się pod ziemie? A może jakiś motor mnie potrąci? Niestety żadna z tych 'przemiłych' maszyn tego nie zrobiła.
- To co Kasia...chciałabyś się przejechać? - powiedział Leon.
-Tak! Tak! Tak! - krzyczała z radości - Julka mogę? Proszę! Proszę!
Spojrzałam na Leona. A on na mnie.
- Nie martw się, nic się nie stanie. Będzie siedziała przede mną. Jedna mała rundka.
-No nie wiem czy mogę dać ci pod opiekę moją siostrę skoro ją potrąciłeś.
-Oj to było wczoraj i przez przypadek. Przeprosiłem przecież. Teraz będę ostrożniejszy. Obiecuję!
Eh...i co ja mam zrobić? Nie chce zostawać sama z Violettą! Spojrzałam na Kasie. Robiła maślane oczka do mnie.
-Eh...okey. Ale jedna rundka!
- Taaaaak! Dziękuje ci! Kocham cię! - Kasia przytuliła się do mnie.
-Zakładaj kask i wsiadaj - Leon pomógł jej założyć kask i wsiąść na motor. Ruszyli. Odwróciłam się, żeby popatrzeć jak jeżdżą. Violetta zrobiła to samo.
- Twoja siostra bardzo lubi motory - odezwała się po chwili.
- Tak, kocha je. Ciągle prosi mnie żebyśmy tu przychodziły.
-Ja nie cierpię motorów. Ale skoro Leon kocha na nich jeździć to muszę to zaakceptować. Ty nie jesteś stąd prawda?
- Prawda. Przyjechałam tu wczoraj. Jestem z Polski.
- Z Polski? Wow! To daleko stąd. Ale bardzo dobrze mówisz po hiszpańsku.
- Dziękuję.
Nastała cisza. Okropna cisza. Żadna z nas nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście Kasia i Leon już skończyli i jechali w naszą stronę.
- Było genialnie! - powiedziała Kasia gdy zeszła z motoru - Musimy tu jeszcze przyjść to Leon mnie zabierze jeszcze raz na taką przejażdżkę. Prawda?! - zwróciła się do swojego kierowcy.
- Jasne! Kiedy tylko tu przyjdziesz. - odpowiedział - A teraz panie wybaczą, ale muszę zabrać Violete na małą przejażdżkę - popatrzył na swoją dziewczynę słodkimi oczami. Randka. Ewidentnie idą na randkę. Nic w tym dziwnego, są parą.
- To do zobaczenia za niedługo! Papa! - krzyknęła Kasia i skierowałyśmy się do wyjścia. Odwróciłam się jeszcze na moment i spojrzałam na Leona. Zakładał kas i...popatrzył na mnie. Puścił mi oczko! Co to miało oznaczać? Czyżby...
-Julka było genialnie! Dziękuję, że pozwoliłaś mi pojechać! Jesteś najlepszą siostrą na świecie! - znowu przytuliła się do mnie.
- Nie ma za co! Ciesze się, że ci się podobało.
- I to jak! Najlepiej było na zakrętach bo...
Kasia zaczęła opowiadać. Słuchałam ją jednym uchem. Za bardzo nie wiedziałam co o tym myśleć. Leon ma dziewczynę, a puszcza do mnie oczko? A może to było przyjacielskie oczko? Głupia jestem! Nie ma przecież przyjacielskich oczek. To w takim razie co to miało oznaczać? Nie wiem. Tak rozmyślając doszłyśmy do domu.
wtorek, 10 lutego 2015
Rozdział 5
Zapukałam do drzwi.
-Proszę!
- I jak? Wiadomo już coś?
-Nic twojej siostrze nie jest. Ma tylko lekko potłuczoną głowę. Możecie iść do domu - uśmiechnął się lekarz - Twoja siostra jest w pokoju obok.
- Dziękuję.
Weszłam do pokoju. Kasia siedziała na łóżku.
-Kasia! - podbiegłam i przytuliłam ją.
-Julia..przepraszam Cię, naprawdę, przepraszam.
-Nic się nie stało. Zapomnijmy o tym. Mamie powiemy że się przewróciłaś. Chodź do domu.
Wyszłyśmy z budynku. Już miałyśmy wyjść za bramę gdy ktoś nas zawołał. Odwróciłyśmy się. To ten kierowca.
-Hej mała - zwrócił się do mojej siostry - jak się czujesz? Lepiej? Przepraszam za tamto.
- Już lepiej! - powiedziała ciesząc się. Kasia lubiła poznawać ludzi - Nic mi nie jest.
-To dobrze. To może do zobaczenia!
-Eeeej czekaj! - zawołała Kasia - jak masz na imię? Chce cie jutro znaleźć.
-Leon.
-To do zobaczenia Leon!
Po tych słowach wyszłyśmy zza bramki.
-Chcesz tu jutro przyjść? - spytałam Kasi.
-Jasne! Ten chłopak jest bardzo miły i ładny nie sądzisz Julka?
-Eee...tak, tak.
-Wpadłaś mu w oko!
-Coś ty Kasia! Pierwszy raz mnie widział. Nie gadaj głupot. Chodź szybciej, bo jest już po 15, mama będzie zła.
- Nie gadam głupot tylko mówię prawdę. Widziałam jak na ciebie patrzył. Mam dopiero 11 lat, ale tego nie dało się nie zauważyć.
-Hahaha, dobrze, jak tam chcesz - poczochrałam jej włosy - chodź do domu.
Musiałam się zgodzić z tym, ze Leon jest ładny. Bardzo ładny. Te jego kasztanowe włosy i brązowe oczy. W kombinezonie motocyklisty też wyglądał bardzo...eeem...genialnie! Może faktycznie mu się spodobałam...ale to nie realne. Taki chłopak z...ze mną? Nie możliwe! Tak rozmyślając doszłyśmy do domu.
-Gdzie wyście tyle czasu były?! Mówiłam żebyście przyszły przed 15 , a jest która?! 15:30!
- Nie denerwuj się mamo, spokojnie, miałyśmy...lekkie opóźnienie - powiedziałam. W tym samym czasie Kasia weszła do kuchni.
-Matko kochana! Co ci się stało?! Dobrze się czujesz? Nic cię nie boli?
-Wszystko w porządku mamo, nic mi nie jest. Przewróciłam się tylko.
-Gdzie? Jak to?
-Bo...eee...
-Kasia biegła do barierki i się potknęła. Tam był lekarz to zbadał ją i tyle. Nic się nie stało - powiedziałam.
- Dobrze, ale gdyby coś się działo o mów Kasia od razu! A teraz siadajcie do stołu, podam wam obiad.
Szybko zjadłam i poszłam do siebie. Siadłam przy oknie i zaczęłam myśleć. Myśleć o Leonie. A co jeśli naprawdę mu się spodobałam? Może to nie jest takie nierealne. Podobno wszystko jest możliwe. Już chciałam zejść z parapetu, gdy ktoś zaczął się głośno śmiać na ulicy. Zerknęłam przez okno. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział 4
Co jej jest?! Co się stało? Czemu się nie rusza?!
- Kasia! Obudź się! Błagam Kasia! - krzyczałam przez łzy. Nagle ktoś do nas podszedł. Był to kierowca motoru.
-Jak pani mogła jej nie dopilnować? Tu jest niebezpiecznie!
-A ty? Jak mogłeś jej nie zauważyć?! Nawet nie zwolniłeś! Ty głupku! Co jej jest?!
-Dobra, spokojnie. Jest tu lekarz, zabierzemy ją tam. Wiesz gdzie to?Albo nie, sam ją zaniosę, a ty chodź za mną.
Chłopak rozpiął kombinezon i zdjął kask. Spod kasku wyłoniły się jego bujne włosy. Miał grzywkę postawioną do góry, bo część spłaszczył mu kask. Jednym ruchem poprawił fryzurę i podniósł Kasie.
-Chodź.
Poszłam za nim. Widać że był wkurzony. Ja byłam zrozpaczona. Nadal płakałam i robiłam wszystko to co on mi kazał. W tym momencie nie myślałam logicznie. Byliśmy już u lekarza. Chłopak położył Kasie na łóżku i zaczął opisywać całą sytuację. Ja tylko przytakiwałam. Lekarz podszedł do małej i zaczął ją badać.
-Na szczęście to nic groźnego. Straciła tylko przytomność. Czy coś ją boli, czy ma coś złamane, jeszcze nie wiem. Poczekajcie na zewnątrz, ja obudzę dziewczynkę i jak będę coś wiedział to powiem - uśmiechnął się lekarz. Ulżyło mi. Nic groźnego się nie stało. Kasia będzie żyła. Wyszliśmy z sali.
-No, to wszystko co mogłem zrobić. Naprawdę przepraszam, że potraciłem twoją siostrę, ale to nie tylko moja wina. No, to cześć - powiedział chłopak i zaczął wychodzić.
-Ej! Czekaj! - zawołałam. Odwrócił się i popatrzył na mnie. Miał takie ładne oczy...Julka! Opanuj się! - Eee..dziękuje. Naprawdę dziękuje za to, że mi pomogłeś. Bez ciebie nie dałabym rady. I naskoczyłam na ciebie, nie powinnam wiem.
-Nic się nie stało. Byłaś zdenerwowana - uśmiechnął się - następnym razem bardziej pilnuj siostry. Cześć!
-Cześć!
Nawet miły ten chłopak. I bardzo ładny. Ciekawe czy ma dziewczynę...Julka! Twoja siostra leży u lekarza! Ogarnij się! Właśnie...Kasia!
---------
Wiem, bardzo krótkie opowiadanie, ale następne dwa są dłuższe :)
Komentujcie!
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 3
Postanowiłam wziąć prysznic i przebrać się w coś letniego. Założyłam krótkie jeansowe spodenki, do tego luźną jasną koszulę. Włosy spięłam w kok.
- Julia! Julia! - usłyszałam Kasie z dołu - Chodź możemy iść na tor, mama nam pozwoliła!
Faktycznie, obiecałam jej to. No cóż, trzeba iść.
-Już idę!
Zbiegłam na dół.
- Ale bądźcie przed 15:00 w domu. Jak coś to dzwoń. I nie spuszczaj Kasi z oczu!
- Dobrze mamo, spokojnie. Pa!
Na miejsce doszłyśmy po 15 minutach.
- Wow! Jak tu super! Chodź bliżej toru! - krzyknęła Kasia i popędziła do barierki. Aktualnie na torze było 6 chłopaków. Nic ciekawego, robili triki na górkach, rozpędzali się na zakrętach itp. Wszędzie było pełno dymu.
- Kasia chodźmy stąd, nie ma tu nic ciekawego i jest pełno dymu.
- Niee!! Zostańmy! Tu jest super! Może będę mogła się przejechać na jednym z motorów.
- Co to, to nie moja droga! Na pewno nie wsiądziesz na tą maszynę! Na pewno nie teraz.
- Ale czem...
-Nie.
-Ale...
- Nie ma żadnego "ale"! Chcesz wylądować w szpitalu? Właśnie! Zostajemy jeszcze chwile czy idziemy?
- Zostajemy! Popatrzę jeszcze.
Staliśmy tak jeszcze z 10 minut. Nic innego się nie działo. Jak może się to komuś podobać. Przecież tutaj nie ma nic ciekawego, sam dym i huk.
-Ej Julia patrz!
Odwróciłam się. Zobaczyłam,ze Kasia biegnie w stronę sklepu. Nagle zza roku wyłonił się motor i jechał wprost na nią.
-Kasia! Nie! Uważaj!!
Nie usłyszała mnie. Zaczęłam biec do niej. Nie zdążyłam. Motor potrącił Kasie.
-O matko! Niee! Kasia!!
Motor się zatrzymał, a ja podbiegłam do siostry. Leżała. Nie ruszała się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)